[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chirurg. - Dziś w nocy będzie na oddziale intensywnej
terapii, a jeśli nastąpi poprawa, jutro przeniesiemy ją
do izolatki. Mo\e pan wrócić tutaj rano i ją zobaczyć.
Poklepał Toma po ramieniu.
- Niech pan jedzie do domu i prześpi się, o ile
będzie pan mógł spać. Domyślam się, \e były to dla
pana ciÄ™\kie chwile.
- Tak. Dziękuję za wszystko, co pan zrobił - po-
wiedział ze znu\onym uśmiechem Tom.
- Chwała Bogu - westchnął Bud Schuman. - Kiedy
powiedzieli, \e została trafiona w brzuch, myślałem, \e
ju\ po niej. Pewno zgięła się wpół, gdy ją trafiła kula...
Te wypowiadane półgłosem słowa przerwało niby
przypadkowe szturchnięcie szefa, który dostrzegł
przera\enie na twarzy Toma.
- Powiedz dobranoc, Schuman, i chodzmy ju\.
Winthrop po\egnał się uściskiem dłoni z Tomem.
- Będziemy w kontakcie. Niech pan się postara
odpocząć. Jeśli mógłbym w czymś pomóc, proszę
dzwonić.
- Dziękuję - odrzekł Tom.
Winthrop i Schuman wyszli, a Jacob przeszedł do
poczekalni, teraz ju\ pustawej, \eby zgasić papierosa.
- Chodzmy - powiedział Tom. - Zostawiłem
rejestratorce numer telefonu.
Oczy Jacoba były pełne bólu.
- Ja jej to zrobiłem - powiedział z przygnębieniem
w głosie.
SKAZANI NA MIAOZ 67
- Posłuchaj mnie: nie mo\esz pokochać jej na
zamówienie - stwierdził Tom w błogiej nieświadomości
tego, co wydarzyło się między Kate a stojącym obok
mę\czyzną. - Kate wyperswaduje sobie ciebie i będzie
jej z tym dobrze. Potrzebuje tylko trochÄ™ czasu.
- Mam nadzieję, \e pozostał jej ten czas - powiedział
spokojnie Jacob.
- Zrobię omlet - zaproponował Tom, gdy opuścili
szpital. - Dobrze, \e umiem gotować.
Kiedy wrócili do mieszkania, Jacob niespokojnie
rozglądał się po pokoju, przez cały czas dowiadując się
czegoś nowego o Kate: co chętnie czytała, \e
zajmowała się robótkami ręcznymi, pasjonowała się
ogrodnictwem, karmiła ptaki na małym występie za
oknem. Nie było \adnego podobieństwa między tą
kobietą a jej pełnym zagadek wizerunkiem, jaki sobie
stworzył w wyobrazni.
- Czy nie przestaniesz się martwić? - spytał Tom,
gdy skończyli posiłek, podczas którego Jacob - zamiast
jeść - wypalił pół paczki papierosów. - Co się stało, to
się nie odstanie. Powinniśmy pospać. Ja zajmę pokój
gościnny, ty mo\esz spać w łó\ku Kate.
- Nie - powiedział zwięzle Jacob. Odwrócił wzrok i
ciszej dodał: - Nie. To ja ulokuję się w pokoju
gościnnym.
Jacob wyszedł z pokoju, zadowolony, \e Tom nie
mo\e zobaczyć wyrazu jego oczu. Spać w łó\ku
Kate... Piekło nie byłoby gorszą perspektywą. Nie
zauwa\ył, \e Kate wymieniła łó\ko na inne.
Jacob nie spał. O piątej rano nie mógł ju\ tego
dłu\ej znieść. Ubrał się, zostawił Tomowi kartkę i
opuścił mieszkanie.
Pielęgniarką dy\urną na oddziale intensywnej terapii
była nieprzystępna weteranka o nazwisku Gates,
Jacobowi udało się jednak do niej dotrzeć. Choć nie
były to godziny wizyt, zezwoliła mu na dziesięcio-
68 SKAZANI NA MIAOZ
minutowe odwiedziny. Przemówiło do niej coś w tych
ciemnych, pełnych udręki oczach. Troskliwy głos
działa czasem uzdrawiająco - tej filozofii nie popierają
dowody medyczne, ale często okazuje się to prawdziwe.
Dlatego złamała odwieczną zasadę i wpuściła go do
małej klitki.
Przedtem Jacob był tylko dwa razy w szpitalu
- raz, kiedy zmarła jego matka, i drugi raz, by
odwiedzić umierającą babcię Kate. Ale tamte wizyty
były bez porównania łatwiejsze ni\ ta, która go teraz
czekała. Kate była podłączona do kilkunastu rurek
i przewodów: wokół jej bladego, spokojnego ciała
jakieś maszyny wydawały dzwięki przypominające
buczenie, warkot i szept.
Przysunął do łó\ka jedyne w izolatce krzesło i
niedbale rzucił płaszcz na podłogę. Ujął swobodną
rękę Kate - tę, do której nie podłączono rurek i
przewodów - i obrócił ją, \eby się jej przyjrzeć. Była
zimna, a paznokcie krótkie, gładkie i bezbarwne. Palce
miała długie, była to ręka silna, ale wdzięczna.
- Kate Walker w takim okropnym miejscu - stwier-
dził; jego niski głos brzmiał spokojnie i łagodząco w
otoczeniu tej mechanicznej orkiestry, a mówił tak,
jakby ona mogła go usłyszeć. - A ty nie lubisz \adnych
mechanicznych urządzeń, prawda, Kate? Karmnik na
oknie i rośliny w całym mieszkaniu, na półkach ksią\ki
o ogrodnictwie. Nie, to wcale nie jest miejsce dla
ciebie. Ty potrzebujesz słońca, otwartej przestrzeni i
miejsca na sadzenie roślin.
W ogóle nigdy cię nie znałem, prawda? - spytał.
- Usłyszałem, jak mówili o tobie twoi współpracownicy,
ale przedtem chyba tak naprawdę nie widziałem
w tobie człowieka. Kobietę - oczywiście. Pragnąłem
cię od dawna, Kate. Od bardzo dawna. Myśl o tobie
prześladowała mnie bez przerwy od chwili, gdy
SKAZANI NA MIAOZ 69
zobaczyłem, jak w moim basenie całowałaś tego
Geralda, jak mu tam, i gdy zastałem cię nagą w jego
objęciach. A kiedy zniknęła ze sceny Margo, wyob-
raziłem sobie, \e będziesz łatwą zdobyczą. Zaspokoił-
bym \ądzę i przestałaby mnie dręczyć myśl o tobie.
- Twarz Jacoba zesztywniała. - Ale uło\yło się nie
tak. Powiedziałem ci trochę przykrych słów, a ty
nawet nie wiesz, dlaczego tamtej nocy byłem taki
okrutny. Dlatego \e domyślałem się prawdy o tobie.
O tak, niech to diabli, w głębi duszy wiedziałem, \e
byłaś niewinna, ale tak bardzo cię po\ądałem, i\ nie
chciałem słuchać głosu sumienia. A teraz ono mnie
zabija, Kate.
Zamknął jej dłoń w swoich i uniósł wzrok, \eby
spojrzeć na jej nieruchomą postać w łó\ku.
- Widzisz, ja nie wiedziałem, \e ty mnie kochasz
- powiedział powoli i czule. - Mój Bo\e, mnie nikt
nigdy nie kochał! - przerwał sam sobie. - Wszędzie
w twoim mieszkaniu są moje zdjęcia... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • michalrzlso.keep.pl